W temacie złości rodziców nie mam dobrych wiadomości. Niestety. Długo jednak zastanawiałam się, czy w ogóle pisać ten post, bo przecież o złości napisano chyba tyle ile o miłości… Ale! Okazuje się, że ciągle mamy z nią kłopot. Wpadamy w pułapkę złości i poczucia winy, a później znowu robimy to samo. Jak przerwać ten zaklęty krąg? Dlaczego wściekamy się na nasze dzieci? Skąd się bierze złość rodzica? Jak ją opanować? To częste pytania, które słyszę od rodziców. Obawiam się, że mam dla Ciebie nie jedną, ale pięć naprawdę złych wiadomości.

 Świat bez złości rodziców

Wyobraź sobie siebie, że siedzisz wygodnie w fotelu. Właśnie eksplorujesz najdalszą czeluść Internetu w telefonie. Twoje dzieci bawią się kredkami. Po chwili rysują po stoliku, następnie po kanapie, a później po ścianie. A Ty na to wszystko patrzysz się i myślisz, co tu zrobić, jak sformułować zdanie, aby przestały. A może kiedy wyjechały kredką na stolik, pojawiła Ci się w głowie myśl: „po moim trupie”? Albo parsknęłaś, że u Ciebie to nie ma szans na takie zachowanie? A może po prostu poczułaś ukłucie irytacji? Już wiesz, dlaczego świat bez złości rodziców nie byłby zbyt przyjemny? A nawet niebezpieczny.

Złość jest. I dobrze. I nie bez przyczyny pojawia się tak szybko. Ma niezwykle ważne zadanie. Ona chroni nasze granice, chroni nasze życie. Wydaje mi się, że na gruncie zawodowym niektóre rzeczy łatwiej wytłumaczyć. Zatem posłuchajcie. Jest piątek. Już szykujesz się do wyjścia. Wszyscy święci, łącznie z bezpośrednią szefową, zostali poinformowani, że masz przedłużony weekend o poniedziałek. Wizja odpoczynku nad jeziorem zaraz stanie się rzeczywistością. Nagle przychodzi Twoja szefowa i w dwóch słowach każe Ci przygotować prezentację dla klienta. Z przyjemnego weekendu nici. A przecież obok Ciebie siedzi Marzenka, która mogła się tym wszystkim zająć. Zalewa Cię krew? Mam nadzieję! Bo właśnie Twoja złość wyje na alarm, że oto Twoja granica została naruszona.

Złość rodzica

A dziecko? Czy taka niewinna istota może naruszać granice nas, dorosłych? Chyba tylko ten, kto nie ma dzieci, może takie pytania zadawać. Tylko rodzice wiedzą, jak szybko z równowagi wyprowadzają: „niewinne” okruchy (ja już kolejny raz o tych okruchach… przypadek? Nie sądzę.), popiskiwanie dzieci, wylane mleko, dziecko w piżamie, gdy Ty stoisz w butach i wychodzisz do pracy, a masz je odprowadzić do szkoły. Ale to nie wszystko.

Przyjrzyjmy się, w jak beznadziejnej sytuacji jesteśmy. Pozwolę sobie zacytować Gosię Stańczyk, bo ona idealnie to ujęła: „(rodzic – dziecko) To relacja, w której nie ma równowagi pomiędzy dawaniem i braniem. Jesteśmy w ciągłej dyspozycyjności, by wspierać, opiekować, dawać empatię, za którą, ze względu na charakter relacji i moment rozwojowy dziecka, nie możemy spodziewać się empatii, wdzięczności i troski. Ta nierównowaga często trwa całymi dniami, bo będąc sam na sam z dzieckiem lub dziećmi trudno znaleźć sposobność, by zadbać o siebie. A nasze akumulatory nie są nieskończone i zasoby stopniowo się zużywają.”

Zatem sama widzisz, w jak obciążającej relacji jesteśmy. Ale to nie pierwsza zła wiadomość. Gorsze jest to, że cała ta sytuacja ma sens. Jest po coś. Ta cała wściekłość, furia, irytacja, zdenerwowanie. Nawet jeśli tego teraz nie widzisz. Zatem oto cała seria złych wiadomości dla Ciebie.

Nieustająca złość

Dzieci uczą się świata poprzez bycie w relacji z nami, rodzicami. I niestety nie nauczą się o nim dostatecznie dużo, jeśli nie będą naruszać naszych granic. Poznajcie Mietka. O jego zachowaniu pisałam wcześniej, we wpisie o tym, jak rozumieć zachowanie naszych dzieci. Mietek od dziecka chlipie przy jedzeniu zupy. Matka Mietka też chlipie. Chlipie jego ojciec i dziadek. A nawet sąsiadka. Mietek poznaje Zdzisławę. Dziewczyna zaprasza go na rodzinny obiad. Mietek zjawia się w garniturze. Na stół wjeżdża rosół. Mietek chlipie. Zdzisława też chlipie, ale nie rosołem, ale gorzkimi łzami wstydu. Mietek nie nauczył się od nikogo wcześniej, że takie zachowanie jest czymś niestosowanym, bo… nikomu to wcześniej nie przeszkadzało. Zatem, gdyby wcześniej słyszał „przestań! To mi przeszkadza!”, to pewnie po czasie mały Miecio przestałby chlipać.

Zatem Twoja złość jest dla dziecka błogosławieństwem, bo ma szansę dowiedzieć się o granicach Twoich, a za tym innych ludzi. Dzięki temu oszczędzisz mu w takich sytuacji, jakie przeżył Mietek. Zatem kiedy dziecko wylewa, kruszy, bawi się w momencie naszej setnej prośby o wyjście, a nas zalewa krew, to poprzez odczuwanie jej, dostajemy prezent w postaci informacji: „oho! Ktoś tu przekracza twoje granice! Działaj!”.

I tu następuje trzecia zła wiadomość

Dobra wiadomość, ale złe strategie

Złość jest dobra, ale niestety podpowiada nam złe strategie działania, jak mawia Agnieszka Stein. Zatem, kiedy krew Cię zalewa, to najgorszym pomysłem jest działać impulsywnie. I tutaj pojawia się taki mały, maleńki szkopuł. Czujemy wściekłość w sekundach. Czy bardzo zaryzykuję, jeśli napiszę ułamkach sekund? Zatem jeśli nie chcesz, ciągle krzyczeć na dziecko, albo tylko czasami krzyczeć, to tutaj jest pies pogrzebany. Aby to zrobić, należy nauczyć się odraczać moment wybuchu, aby między impulsem a reakcją było jeszcze pięć oddechów. Albo zaciśnięcie dłoni. Albo wyjście do innego pokoju. Albo policzenie obiektów w pokoju (dzięki Agnieszka Strążka – Gawrysiak za ten pomysł!).

Jak to zrobić?

Nie tak trudno. Z teorii wiemy, że nie denerwuje nad NIE SAM FAKT rozlania mleka, pozostawienia okruchów, bicia rodzeństwa, przeklinania przez dziecko (tutaj powinna być odpowiednia pauza, aby przetrawić to zdanie), ale nasza INTERPRETACJA tych zdarzeń. A ta „interpretacja” to myśl, przekonanie, automatyczna analiza poznawcza tego, co akurat się dzieje. I tłumaczy to, że niektórzy na widok porysowanego stolika dostają apopleksji, a innych zupełnie to nie wzrusza.

Zatem, aby nie wściekać się na nasze dzieci aż tak bardzo, a przynajmniej mniej impulsywnie, to dochodzimy do kolejnej złej wiadomości dla nas, rodziców.

Nie ma drogi na przełaj

Niestety. Aby nasze dzieci denerwowały nas mniej, to… my musimy się zmienić. Ja i Ty. To moje i Twoje myśli muszą się zmienić. Przypomnij sobie sytuację, kiedy ciśnienie poszło w górę. Kiedy Twoje dziecko zrobiło coś takiego, że nerw Ci zadrgał. Jakbyś tak na sucho, na zimno zastanowiła się, jakie przekonanie/ myśl stoi za Twoją złością?

  • „on nie respektuje żadnych zasad”
  • „nie szanuje mnie”
  • „dokucza mi”
  • „robi mi na złość”
  • „ile jeszcze?”
  • „dlaczego mnie nie słucha?!”
  • „przecież mówiłam 1000 razy”

Znacie którąś z nich? Jeśli tak, to cudowanie! Jesteś na dobrej drodze, żeby znaleźć alternatywę, bo czy zamiast „dokucza mi” można pomyśleć „chce mi coś bardzo powiedzieć, ale nie wie jak”? Albo zamiast „ile jeszcze razy wrzucisz te klocki na podłogę?!” powiedzieć „bardzo ciekawią cię o te klocki”?

Ja sama pisząc te słowa, rozluźniłam się. A Ty? Jak zmienisz swoje myśli, które dokładają do pieca wściekłości?

A teraz coś na osłodę

Faszerowałam Cię samymi złymi informacjami. Nie będę zatem Cię dobijać elaboratami o tym, jak Twoja złość wpływa na dziecko. Jak nasz krzyk, mocny uścisk, zmarszczone brwi kształtują je. Wiem, że nie jest to dla Ciebie przyjemne. I tutaj dochodzimy do dobrej informacji, a podobno wszystko dobre, co się dobrze kończy. A zatem możesz Waszą relację zmienić. Od dzisiaj. Od zaraz. Bo wiele (wszystko?) zależy tylko od nas. Od naszych decyzji. Twojej i mojej.

Zatem możesz zidentyfikować sytuacje, w których się złościsz, następnie popatrzeć, co było wcześniej, czy dziecko wysyłało sygnały, które mogłyby Ci się przydać, aby zrozumieć jego zachowanie. Następnie co zrobiłaś, jaka potrzeba została pominięta, że zalała Cię złość, jak się wtedy czułaś itd. Jeśli zapisałaś się do mojego newslettera, to sprawdź swój e-mail. Powinna dotrzeć do Ciebie moja wiadomość z pytaniami pomocniczymi, a jeśli nie jesteś zapisana na newsletter, to zrób to TERAZ! I od razu skorzystaj ze ściągi (na końcu artykułu formularz).

I dzięki temu powiększasz swoją świadomość. Być może stwierdzisz, że zupełnie nie kontrolujesz swojego zachowania, totalnie tracisz panowanie nad sobą. Cudownie, że to już wiesz! Jesteś na najlepszej ścieżce, aby to zmienić! Droga nie będzie łatwa, pewnie będziesz potrzebowała wsparcia specjalisty w postaci psychoterapeuty, albo warsztatów rodzicielskich, albo rozszerzenia wiedzy o książki tj. „Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko” Kim McKay. Ale to dobrze! Bo masz szansę odmienić los Twojej rodziny.

Zatem raz jeszcze raz, wyobraź sobie siebie, że siedzisz wygodnie w fotelu. Właśnie eksplorujesz najdalszą czeluść Internetu w telefonie. Twoje dzieci bawią się kredkami. Po chwili rysują po stoliku, a Ciebie już zalewa krew. Jednak zamiast awanturować się i burczeć pod nosem, robisz coś zgoła innego. Na chwilę zamykasz oczy, po czym otwierasz je i mówisz: „bardzo nie lubię, kiedy rysujecie po stoliku. Tutaj macie czyste kartki. Rysujcie po nich.”

.