Emocjonalne jedzenie u dzieci – kwestia smaku, kwestia zaufania

emocjonalne jedzenie dzieciEmocjonalne jedzenie u dzieci – co to takiego? Kto z rodziców w akcie desperacji nie odwołał się do małego przekupstwa? Zatem czy rodzicielskie triki związane z jedzeniem i wychowaniem są dobre? Jak kształtować zdrowe nawyki żywieniowe swoich dzieci?

Chyba nikt w dzisiejszych czasach nie wątpi jak bardzo ważne jest to, co ląduje na naszym talerzu, ale czy zastanawialiście się co to emocjonalne jedzenie u dzieci? Generalnie wiemy, że cukier i sól są niezdrowe, że powinniśmy jeść więcej warzyw, bo wtedy unikamy raka, cukrzycy i innych przykrych chorób. Słyszymy od czasu do czasu, że orzechy wspierają funkcje poznawcze. Rzadko jednak zastanawiamy się jak emocje i żywienie dzieci  wpływają na siebie. Zaskakujące? A jednak! Nasze emocje to ciało, a ciało to jedzenie jakie dostarczamy naszemu organizmowi. W Gruntowni wspieramy rozwój emocjonalno -społeczny dzieci od 3 roku życia, bo wiemy, jak ważne jest rozumienie tego, co dzieje się w sferze uczuć. Widzimy, że niekiedy nasze interwencje nie odnoszą spodziewanych efektów, ponieważ na problem składa się wiele różnych rzeczy, jak np. zdrowie dzieci.  Zaprosiliśmy zatem do wywiadu Martę Szpojda – psycholog, specjalistkę ds. żywienia dzieci, DobraNockę i edukatorkę pozytywnej dyscypliny, założycielkę, a także administratorkę grupy na facebooku “Zdrowe emocje”. Chcemy dowiedzieć się więcej, jak to co trafia na nasz talerz kształtuje emocje dzieci.

Emocjonalne jedzenie u dzieci, to dla Pani temat codzienny. Jest Pani specjalistką w tej dziedzinie – dlaczego zatem mówi się, że dzieci nie powinny jeść cukru w postaci słodyczy, ale owoce już tak?

Bo słodycze to nie owoce i chociaż nie wiem jakby wielkie koncerny starały się upodobnić słodycze do owoców, to i tak wygrana jest po stronie owoców. Owoce mają po prostu o wiele więcej do zaoferowania niż tylko słodki smak. W cukierkach nie znajdziemy np błonnika, co prawda możemy przeczytać na opakowaniu, że produkt jest wzbogacony w witaminy, jednak są to witaminy słabej jakości. Oznacza to, że organizm wchłonie ich tyle co nic. A przecież nam rodzicom powinno zależeć na tym, aby podawać dziecku pełnowartościowy posiłek. Ze względu na zdrowie dzieci oraz tworzenie zdrowych nawyków żywieniowych. Miejmy na uwadze również środowisko. Nie potrzeba nam kolejnych pustych plastikowych opakowań lub folii.  Podsumowując, nie ma takich cukierków, lizaków – ogólnie mówiąc słodkości, które można byłoby postawić na równi z owocem.

I co z tą solą? Czemu jest taka zła- jak może wpływać na sferę emocjonalną?

Sól sama w sobie nie jest zła. Jak powiedział Paracelsus Omnia sunt venena, nihil est sine veneno. Sola dosis facit venenum. Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę. Zbyt duża ilość soli w diecie dziecka znacząco obciąża pracę nerek, między innymi z tego powodu zaleca się, aby nie dodawać jej do posiłków. Ta sama zasada (dawki) dotyczy innych produktów. Najważniejsze w diecie dziecka jest to, aby była różnorodna, szczególnie w pierwszym roku życia dziecka. Na rozwój i samopoczucie dziecka, ale i dorosłego powinniśmy patrzeć holistycznie. Jeżeli  mózg przeznacza dużo energii na utrzymywanie poprawnego funkcjonowania naszych narządów wewnętrznych to nie ma już siły na inne aktywności. To obieg zamknięty: ciało wpływa na umysł, umysł wpływa na ciało.

Co takiego sprzyja na talerzu dzieci i w zasadzie dlaczego?

To co już wcześniej wspomniałam: różnorodność. Podstawa to warzywa i owoce w przeróżnej postaci. Nie ograniczajmy się do tych najbardziej znanych jak : marchewka, buraczki, ziemniaki, jabłko i gruszka. Zaszalejmy i podajmy dziecku również granat, liczi, kiwano i co najważniejsze kosztujmy te smaki razem z nim. Oprócz produktów ich różnorodności i jakości liczy się także porcja. Rodzice mają tendencję do przekarmiania swoich dzieci. Trzeba dzieciom zaufać i pozwolić im jeść tyle ile chcą. Nie wiem czy Pani wie, ale żołądek dziecka jest wielkości jego zaciśniętej pięści. Natomiast niektórzy myślą, że to worek bez dna.

Czy jeśli dziecko jest, mówiąc kolokwialnie, ale chyba każdy rodzic zrozumie – rozszalałe emocjonalne – dobrym pomysłem jest dać mu jakąś przekąskę? Takie przysłowiowe dziecko rzuca się w supermarkecie, a my wyciągamy kawałek kiełbaski z torebki i dziecko sobie ją zjada, a my spokojnie kontynuujemy zakupy?

Jeżeli rodzice chcą w ten sposób nauczyć swoje dziecko, że jedzenie służy do regulacji emocji to: tak . Jeżeli jednak zależy im na tym, aby ich dzieci traktowały pożywienie jako coś czym zaspokajamy głód: to nie. Niestety wielu opiekunów wpada w pułapkę kształtowania, czymś co rozpoznajemy jako emocjonalne jedzenie u dzieci. Jest mi smutno, jest mi źle – więc muszę coś zjeść, dopiero jak poczuję ciepełko w brzuszku to oznaka, że mogę przestać. To prosta droga do problemów z nadprogramowymi kilogramami i tym co się z nimi łączy: depresją,niską samooceną,  wyrzutami sumienia. Owszem jedzenie zaspokaja o wiele więcej potrzeb, jednak nie powinno służyć do regulacji stanów emocjonalnych, odwracania uwagi czy usypiania u małych i starszych dzieci. Ponadto takie zachowanie ze strony rodzica może zaburzyć pracę ośrodka sytości i głodu. I to, co najważniejsze, dziecko zaczyna odczytywać pobudzenie związane z odczuwaniem złości jako głód!

Czy pory jedzenia, jakoś jedzenia, mogą wpływać na emocjonalne jedzenie u dzieci? Jak pomaga lub utrudnia wychowanie naszych pociech

Brak dopasowanego do potrzeb dziecka schematu dnia związanego z porą drzemek i posiłków może doprowadzić do pogorszenia relacji między dzieckiem a rodzicami. Dziecko zmęczone, głodne szybciej wybucha złością, trudno się temu dziwić, skoro nie są zaspokojone jego podstawowe potrzeby. Brak rutyny, jasnych zasad dotyczących np. pór posiłków i miejsca ich spożywania może doprowadzić do niepotrzebnych konfliktów napięć. Rodzice błędnie zakładają, że dziecko zje cały posiłek, natomiast ono mimo głodu może być już na tyle zmęczone, że nie ma ochoty jeść lub próbować nowości. Dzieci by dobrze funkcjonować, czuć się bezpiecznie potrzebują stałego rytmu dnia, stałych pór posiłków, aby móc zgłodnieć, na tyle by mieć motywację do jedzenia.

Czy małe przekupstwa w stylu – jak posprzątasz pokój, to dostaniesz kawałek czekoladki – jest dobre?

Czy wychowywanie przez jedzenie jest dobre? Oczywiście, że nie. Patrząc długofalowo stosowanie nagród nie uczy dziecka  żadnej życiowej kompetencji, z tych, które są ważne dla rodziców. Ta metoda to tak naprawdę zamiatanie problemu pod dywan. Może zadziałać kilka razy. Nagrody mają do siebie to, że szybko tracą na wartości. I za jakiś czas kawałek czekolady nie przekona dziecka do posprzątania pokoju. Jedzenie nie powinno służyć ani do karania ani do nagradzania.

Czy jest jakiś ewidentny dowód, że jakość jedzenia pomaga dzieciom poradzić sobie z emocjami tzn. sprzyja w budowaniu odpornego układu nerwowego?

Hipokrates powiedział “Jesteś tym, co jesz”, to zdanie jest aktualne również dziś. To co jest w nas, wpływa na nasze samopoczucie. Gazowany napój nie nawodni tak dobrze organizmu jak woda. A wiemy, że odwodnienie łączy się między innymi  z bólami i zawrotami głowy, rozdrażnieniem. Słodkie przekąski nie pozwolą nasycić się na kilka godzin. Ciało dziecka wciąż się rozwija, a zbilansowana dieta ten rozwój wspomaga. Niedobory witamin,zbyt mała lub zbyt duża podaż kalorii, to wszystko ma wpływ na nasze zdrowie, odporność. Nie zapominajmy również o ruchu, który ma również znaczenie terapeutyczne.

Czy ma Pani jakieś złote zasady dla rodziców, szczególnie rodziców małych dzieci, do tego jak żywić swoje pociechy, żeby były przede wszystkim zdrowe, ale również odporne psychiczne, stabilne emocjonalnie? Aby zahamować emocjonalne jedzenie u dzieci?

Przede wszystkim zacznijmy od siebie, pamiętajmy, że dzieci – w każdym wieku- uczą się przez modelowanie, czyli obserwację i powtarzanie. Bądźmy zatem wzorem do naśladowania i promujmy zdrowe nawyki. Jedzmy o stałych porach dnia, różnorodnie, bez pośpiechu. Zwracajmy uwagę na to by jeść wspólnie przy jednym stole. Atmosfera podczas posiłków powinna być luźna i bez stresu. Niech dzieci kojarzą posiłek z czymś miłym, nagabywanie do zjedzenia kolejnego kęsa naprawdę może obniżyć apetyt. Szanujmy nasze dziecko, jeżeli stanowczo odmawia zjedzenia całej porcji- nie wmuszajmy. Słodycze traktujmy jako dodatek, a nie obowiązkowe danie. I nie bójmy się powiedzieć: rozumiem, że chcesz słodkości, wiem też, że za 10 min jest obiad i obiad jest ważniejszy.

Gdzie można Panią znaleźć i jak może Pani pomóc w opanowaniu problemu, jakim jest emocjonalne jedzenie u dzieci?

Może mnie znaleźć na facebooku na grupie Zdrowe Brzuszki lub na mojej oficjalnej stronie www.martaszpojda.pl Poprzez podnoszenie kompetencji wychowawczych rodziców oraz ich psychoedukację pomagam im w przywróceniu pozytywnych emocji we wszystkich aspektach związanych z żywieniem ich dzieci.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Marta Szpojda

Marta Szpojda – psycholog, specjalistka ds. żywienia dzieci, DobraNocka i edukatorka pozytywnej dyscypliny, założycielka, a także administratorka grupy na facebooku “Zdrowe emocje”. 

facebook Marty

www.martaszpojda.pl